3.3 C
Śrem
sobota, 26 listopada, 2022
Swiper demo
spot_imgspot_img
Swiper demo
Strona głównaSportDramat, debiuty i pościg bez happy endu

Dramat, debiuty i pościg bez happy endu

Aż 11 goli obejrzeli kibice Warty w starciu z Zawiszą Łęka Opatowska. Mecz miał niecodzienny przebieg. Goście objęli prowadzenie w 4 minucie, a dramat przeżywał Damian Zimowski, który skręcił kolano. Zastąpił go w bramce 16-letni Bartosz Piaskowy, który debiutu do udanych nie zaliczy. Śremianie strzelili dwa gole, ale potem dali sobie wbić kolejnych pięć. Choć kwadrans przed końcem przegrywali 2:6, to wrócili do gry. Happy endu jednak nie było, bo ostatecznie przegrali z beniaminkiem 5:6.

Warciarze przystąpili do starcia z beniaminkiem bez trzech podstawowych zawodników. Zabrakło Dominika Sobela, Macieja Pawłowskiego i Dominika Worocha. Jak się okazało największym brakiem była nieobecność  bramkarza.

16-latek rzucony na głęboką wodę
To był dziwny mecz, a takiego scenariuszu nikt by chyba nie wymyślił – powiedział trener Łukasz Kubzdyl. – Kluczowa dla losów całego spotkania była sytuacja z 3 minuty. Adam Koperski miał tylko dołożyć nogę po podaniu Dybina, ale nie trafił w piłkę. Poszła kontra, zabrakło komunikacji między obrońcami, a bramkarzem i straciliśmy gola. Mało tego w tej sytuacji kontuzji nabawił się Damian Zimowski, który skręcił kolano. Z konieczności w bramce musiał stanąć młody Bartosz Piaskowy, który w wieku 16-lat został rzucony na głęboką wodę. To zaważyło o wszystkim – uważa szkoleniowiec śremskiego zespołu.

Z 2:1 na 2:4 do przerwy
Warciarze dobrze odpowiedzieli po straconej bramce, bo już w 6 minucie wyrównał Bartosz Skrzypczak. Chwilę potem po raz drugi zamienił on podanie Patryka Słomczyńskiego na gola i śremianie odrobili straty z nawiązką. Rywale wiedząc, że w bramce stoi debiutujący nastolatek postanowili szukali każdej okazji, aby go „sprawdzić”. Ten w krótkim czasie popełnił dwa błędy. Najpierw dał się zaskoczyć strzałem bezpośrednio z rożnego, a potem po uderzeniu z dystansu piłka po jego rękach wpadła do siatki w sytuacji, kiedy gol nie miał prawa wpaść. W szeregach Warty zapanowała duża nerwowość, a jej efektem była czwarta bramka do szatni.

Dobre zmiany, ale zabrakło czasu
Sporo dobrego w drugiej połowie przyniosły zmiany. Zaraz po wejściu na boisko fajną okazję do zdobycia kontaktowej bramki miał Orest Slobodian, ale nie zdołał pokonać bramkarza. W odpowiedzi kontra i piąty gol gości. Gdy w 76 minucie rywale trafili po raz szósty było po meczu. Tymczasem Warciarze zagrali do samego końca. Golem w V lidze zameldował się debiutant – Tymoteusz Barwiński, który po trzech minutach wpisał się na listę strzelców. W 87 minucie straty do dwóch goli zmniejszył Dawid Forszpaniak, a w doliczonym czasie trafił jeszcze Krzysztof Chwaliszewski. Na wyrównanie zabrakło czasu i skończyło się porażką 5:6.

„Porażkę biorę na siebie”
Przede wszystkim drużynie należą się słowa pochwały za pościg i walkę do samego końca – powiedział trener Łukasz Kubzdyl. – Na pewno pozytywem jest to, że po raz kolejny zespół pokazał, że nie ma minuty, w której Warta uznaje mecz za przegrany. Taka determinacja jest potrzebna jednak przez 90 minut, a nie ostatnie 10, bo to za mało. Na pewno nasze zmiany wypadły lepiej niż w drużynie rywali, a to kolejny plus. Następny to debiuty młodych chłopaków i gol młodego Tymka. Nie mam pretensji do naszego młodego bramkarza i choć miał udział przy dwóch golach, po których mental drużyny mocno siadł i pewnie miało to duży wpływ, to nie winię go w żaden sposób za porażkę. To fajny, ambitny chłopak z potencjałem, ale to jeszcze nie był czas na debiut, a musiał stanąć między słupkami i za to trzeba mu podziękować. Wynik i porażkę biorę na siebie, bo to ja wystawiam „11” i ja dokonuję zmian. Przed nami ciężki mecz na boisku lidera, ale jedziemy powalczyć – dodał.

Materiał Partnera

Agencja marketingowa KT24.agency

0
Potwierdza to ich bogate portfolio – współpracowały z nimi znane wszystkim śremianom firmy takie jak: KT-24 – dystrybutor urządzeń do domu, ogrodu i warsztatu,...