28.9 C
Śrem
sobota, 19 czerwca, 2021
Strona główna Sport Zrewanżowali się po karnych, złamana noga Karola Idkowiaka
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -

Zrewanżowali się po karnych, złamana noga Karola Idkowiaka

Aż 112 minut trwały na boisku w Dolsku derby A-klasy pomiędzy Zawiszą, a KSGB Manieczki. Goście zrewanżowali się za porażkę 2:3 na własnym boisku i wygrali 2:0 po dwóch karnych, które na bramki zamienił Kamil Makosz. Pechowcem meczu był Karol Idkowiak, który opuścił boisko w karetce pogotowania ze złamaną nogą.

Oba zespoły przystępowały do sobotniego spotkania w okrojonych składach. Z różnych względów trenerzy nie mogli skorzystać z kilku zawodników.

Działo się do przerwy

Pierwsza połowa mogła się podobać, bo sporo się działo. Początek należał do Zawiszy. Gospodarzy w pół godziny stworzyli sobie trzy świetne okazje. Już w 3 minucie prowadzenie mógł zapewnić Hubert Stawecki, ale przestrzelił z pola karnego. Chwilę potem gościom dopisało szczęście, bo po główce Amadeusza Idkowiaka uratował ich słupek. W 18 minucie świetnie w bramce KSGB spisał się Wojciech Wojtkowiak, który najpierw obronił strzał Staweckiego, a potem jeszcze dobitkę Idkowiaka. Goście przebudzili się w końcówce, kiedy dwukrotnie po stałych fragmentach zagrozili bramce. Najpierw strzał głową Ernesta Makowskiego nad poprzeczką przeniósł Tomasz Stachowiak, a chwilę potem Kamil Makosz z wolnego trafił w słupek. W 45 minucie, po podaniu Mateusza Kurzyńskiego, sam na sam bramkarzem Zawiszy stanął Mariusz Mocek, ale przestrzelił nad poprzeczką. W odpowiedzi w doliczonym czasie pierwszej połowy (arbiter dołożył 6 minut) kolejną stuprocentową okazję miał Zawisza, ale Stawecki mając przed sobą bramkarza zamiast strzelać podał za plecy jeszcze lepiej ustawionego Karola Idkowiaka i ten nie zdołał opanować piłki, bo zdążyli wrócić obrońcy.

Nieszczęście Idkowiaka

Największym pechowcem meczu był Karol Idkowiak, który opuścił boisko w karetce ze złamaną nogą
Największym pechowcem meczu był Karol Idkowiak, który opuścił boisko w karetce ze złamaną nogą

W drugiej połowie już tylu okazji pod obiema bramkami nie było. Zrobił się mecz walki. W 60 minucie szczęście uśmiechnęło się do gości, którzy przejęli piłkę po złym wznowieniu Zawiszy. Ta szybko trafiła w pole karne do Mariusza Mocka, którego faulował Adam Wawrzyniak. „Jedenastkę” na bramkę zamienił Kamil Makosz i goście wyszli na prowadzenie. Chwilę potem z murawy powiało grozą. Doszło bowiem do nieszczęścia. Wracający za Mateuszem Grabnym Karol Idkowiak chcąc odebrać piłkę rywalowi wbiegł przed niego w momencie, kiedy ten szykował się do strzału bądź też dośrodkowania. Piłkarz KSGB nie widząc zawodnika Zawiszy zamiast w piłkę kopnął go nieumyślnie z całym impetem od tyłu w nogi. Efekt był taki, że Idkowiak nie mógł się podnieść o własnych siłach z murawy, a koniec końców okazało się, że ma złamaną nogę i konieczne było wezwanie karetki. Mecz przerwano na kilkanaście minut, które sędzia później doliczył (łącznie 16 za przerwę i zmiany). Zawisza dążył do wyrównania, ale nie stwarzał okazji, a w 95 minucie bramkę zdobyli goście. Mateusz Pietrowski nabrał sędziego liniowego na tzw. miękki faul. Po delikatnym kontakcie z Hristovem upadł teatralnie i choć główny faulu nie widział, to zasugerował się sygnalizacją arbitra liniowego i podyktował drugi rzut karny. Tego ponownie wykorzystał Kamil Makosz. Chwilę potem drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Tomasz Malicki i Zawisza kończył mecz w dziesiątkę. Mimo osłabienia starał się jeszcze coś wskórać i miał dwie okazje by zdobyć kontaktową bramkę, ale dośrodkowania Marka Dryera nie zdołał zamknąć Adrian Grześkowiak, a strzał Michała Zielińskiego zablokowali obrońcy.

Okiem trenera gości

Cieszymy się z kolejnego zwycięstwa, które znów nie przyszło nam łatwo – powiedział trener Michał Mocek. – Gospodarze zaskoczyli nas od początku. Prostopadłe podanie i szybcy skrzydłowi sprawiali nam problemy i mogliśmy stracić trzy bramki, po których pewnie byśmy się nie podnieśli. Potem sami mieliśmy okazje po stałych fragmentach oraz jedną sam na sam. Druga połowa była już zupełnie inna. Zrobił się mecz walki, w którym brakowało sytuacji podbramkowych. Sporo było przerw, a mało płynności. Zwycięstwo zapewniły nam dwa karne. Nie tylko mi, ale myślę, że wszystkim uczestnikom meczu żal najbardziej Karola Idkowiaka, który w nieszczęśliwych okolicznościach opuścił boisko ze złamaną nogą. Oby szybko wrócił do zdrowia i na boisko – dodał.

Poprzedni artykułDwukrotnie na piątkę
Następny artykułSpacerkiem po „oczko”

A to ciekawe

Śremskie Wodociągi ograniczają ciśnienie wody. Wszystko przez wysokie temperatury

Wysokie temperatury, jakie od kilku dni utrzymują się, sprawiły, że zwiększyło się zapotrzebowanie na wodę. W niektórych gminach zdecydowano się na wprowadzenie ograniczeń, by...

Eko lekcja w Pyszącej

Upalne sobotnie przedpołudnie dzieci z Pyszącej spędziły bardzo aktywnie. Dzięki zaangażowaniu członków stowarzyszenia „Pysząca - Razem i dla Wszystkich” udało się zorganizować dla najmłodszych...

Upalne „Męskie Muzykowanie” w Konwikcie

Witając zebranych w imieniu organizatorów koncertu - Burmistrza Śremu i śremskiego OPS, Joanna Szymoniak już na wstępie zaznaczyła, że jest to koncert niezwykły, bo...