15.6 C
Śrem
czwartek, 7 lipca, 2022
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img

spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
spot_imgspot_img
Strona głównaAktualnościŚremNadal podaje „Pomocną Dłoń”
- reklama -spot_imgspot_img
- reklama -spot_img
- reklama -spot_imgspot_img
spot_img

Nadal podaje „Pomocną Dłoń”

Paweł Wawrzyniak nie zwalnia tempa. Śremianin przez ostatnie pół roku, wraz z innymi wolontariuszami, niósł pomoc seniorom w okresie pandemii. Dziś nadszedł czas na podsumowanie akcji. Nie oznacza to jednak, że Paweł opuszcza śremskich seniorów. Wręcz przeciwnie. Właśnie szykuje się do kolejnej akcji. Co planuje?

– Paweł, twoim zdaniem, jaka jest największa wartość „Pomocnej Dłoni” z perspektywy czasu?

– W pierwszym etapie zdecydowanie myśleliśmy, że to pomoc seniorom wyrażona w dostarczeniu ciepłych posiłków codziennie. Z czasem zaczęliśmy się jednak coraz mocniej przekonywać, że oprócz jedzenia, niemniej ważne są same odwiedziny. Możliwość choć krótkiej rozmowy, zobaczenia w drzwiach innego człowieka – często jedynego w ciągu dnia – to dla seniorów bardzo ważna rzecz wpływająca korzystnie na ich zdrowie psychiczne. A wiadomo, z optymistycznym nastawieniem dużo łatwiej pokonuje się życiowe trudności.

– Utrzymujesz dalsze kontakty z tymi osobami?

– Ta kwestia była i jest przyczyną mojego wewnętrznego rozdarcia. Z jednej strony chętnie bym usiadł na przysłowiową „kawę” i na spokojnie porozmawiał. Z drugiej jednak, cały czas z tyłu głowy kłębi się myśl, że mogę ich zarazić, mimo stosowania dezynfekcji czy maseczki. To są przecież przeważnie osoby starsze i schorowane, ze statystycznie większą podatnością na ciężki przebieg choroby. Tak więc, z ciężkim sercem nieraz musiałem odmówić wizyty w mieszkaniu, a dialog toczony był w bardziej roboczych warunkach na klatce schodowej.

– To już ponad pół roku odkąd z innymi wolontariuszami pomagacie w ramach „Pomocnej Dłoni”. Pamiętasz jeszcze początki?

– Jak to zwykle bywa, pomysł narodził się zupełnym przypadkiem w trakcie zupełnie innej pracy. Myślałem, jak w najbardziej efektywny sposób pomóc innym ludziom, zachowując jednocześnie bezpieczeństwo dla nas i naszych rodzin. Przecież w marcu nikt nie wiedział, jak to się wszystko dalej rozwinie. Dlatego też kierunek działań był podejmowany spontanicznie, ale zdobyte wcześniej doświadczenia w organizacji rozmaitych wydarzeń zdecydowanie pomogły. Niesamowicie dużo nam dała też reakcja osób prywatnych i lokalnych firm, które niejako „na twarz” zdecydowały się nam zaufać i wspomóc rzeczowo czy finansowo. Nie sposób ich tu wszystkich wymienić, ale chciałbym kiedyś, w bardziej normalnym czasie, osobiście im wszystkim podziękować.

– No właśnie, przy całym zaangażowaniu wolontariuszy, aspektu finansowego nie da się pominąć.

– Zdecydowanie, posiadanie środków finansowych pozwoliło nam na zdecydowanie dłuższą niż pierwotnie przewidywaliśmy pomoc, o zdecydowanie większym też zasięgu. Najlepiej niech zobrazuje to fakt, iż dzięki darczyńcom uzbieraliśmy budżet, który przekroczył 20 tysięcy złotych. O własnych wydatkach na środki ochrony, paliwo itp. już nie wspomnę. Zresztą szybko przestałem to liczyć, żeby się nie przerazić. Skupiliśmy się na wyzwaniu, jakim było codzienne zapewnienie posiłków, zakupów, leków i to pozwalało nam przetrwać różne, cięższe momenty.

– Ten półroczny maraton musiał dać się Wam jednak we znaki?

– Oczywiście, na początek jednak jedno zastrzeżenie. On nadal trwa. Może z mniejszą intensywnością, ale nadal dostarczamy zakupy, przywozimy leki czy wykonujemy inne, nieraz dość nietypowe zadania. Wracając do pytania, tak, to było spore wyzwanie. Przeszło 4 tys. posiłków, codzienne pokonywanie niezliczonej ilości schodów, brak dłuższej regeneracji, to musiało trochę „boleć”. Najlepiej przekonałem się o tym, gdy po okresie największego „lockdownu” wznowiłem treningi biegowe. Określenie betonowe nogi będzie w tym momencie i tak dość delikatne. Ale to szybko minęło, a słowa podziękowania od seniorów rekompensowały wszystkie bolączki.

– Wspominałeś o darczyńcach, zarówno prywatnych jak i o firmach. A jak wspominasz współpracę z lokalnymi włodarzami i instytucjami?

– Cóż, od początku moim założeniem było, aby wspomagać w działaniu lokalne instytucje, a nie, żeby od razu prosić je o pomoc. Przecież wiadomym było, że choćby OPS czy Sanepid są już bardzo obciążone zadaniami w tym czasie. Ale tu znowu pozytywne zaskoczenie – dość szybko został nawiązany kontakt. Co ważniejsze, na partnerskich zasadach, gdzie nawet w wieczornych godzinach mogliśmy się wymieniać informacjami o potrzebnej pomocy. To dużo pomagało, podobnie jak dobra współpraca z burmistrzem Adamem Lewandowskim, który często wspierał nasze działania, choćby regularnie informując o nich w trakcie swoich wystąpień w mediach społecznościowych. Myślę, że dla wszystkich instytucji ważnym też było, że taka grupa istnieje i w razie potrzeby, mogą liczyć na naszą pomoc. Za tę współpracę naprawdę serdecznie dziękuję.

– Jesteś inicjatorem „Pomocnej Dłoni”, ale wiadomo, że o sukcesie całej akcji, zadecydowała też pomoc innych osób.

– Znowu to trudne zadanie, bo absolutnie nie chciałbym nikogo pominąć w podziękowaniach, a przez ten czas naprawdę sporo osób przyczyniło się do ostatecznego efektu. Każda z nich ma u mnie dozgonną wdzięczność, natomiast ze szczególnymi podziękowaniami chciałbym się zwrócić do Korpusu Kadetów z Zespołu Szkół Technicznych w Śremie za nieocenioną pomoc w docieraniu do seniorów. Dziękuję również Dorocie Witczak, która jest specjalistką praktycznie od wszystkiego i dużo rzeczy by bez niej po prostu tak nie wyglądało.

– Jak przewidujesz dalsze losy „Pomocnej Dłoni”. Widzimy chociażby kolejny wzrost zachorowań na COVID-19.

– Dużo od marca się zmieniło. Od strony organizacyjnej mamy już sformalizowaną działalność jako stowarzyszenie zwykłe. To otwiera też nowe możliwości współdziałania z organizacjami samorządowymi. Ale przede wszystkim chcę zapewnić, że nasza pomoc będzie trwać dalej. Już w najbliższych dniach planujemy odwiedziny wszystkich seniorów, którymi się do tej pory opiekowaliśmy. A jaki będzie zakres tej pomocy to pokaże przyszłość. Mam cały czas nadzieję, że wspólną odpowiedzialnością uda się jak najszybciej zakończyć ten czas epidemii.

Dziękuję za rozmowę.

 

Nadal podaje „Pomocną Dłoń”

Dominika Górna
Dominika Górna
Dziennikarz, politolog i kibic speedwaya

A to ciekawe