10.8 C
Śrem
niedziela, 25 października, 2020
Strona główna Kultura Eugeniusz Antoni Ferster – wspomnienie artysty
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -
- reklama -

Eugeniusz Antoni Ferster – wspomnienie artysty

26 września minie miesiąc od śmierci wybitnego śremianina Eugeniusza Ferstera. Ten ceniony artysta plastyk zmarł po ciężkiej chorobie, z którą zmagał się od kilku lat. Mieszkańcy naszego miasta znali go jako przemiłego starszego pana, który spacerując po Jezioranach ze swoim ukochanym jamnikiem potrafił z każdym zamienić parę słów. Większość ludzi wiedziała, że był on twórcą karykatur znanych osób oraz projektantem logotypów np. Spółdzielni Mieszkaniowej w Śremie, czy Gazety Śremskiej. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że był on wybitnym znawcą jazzu, pasjonatem fotografii oraz autorem aforyzmów. Był także ojcem dwójki dzieci, dziadkiem Dominiki, Mii i Vinceta, kochającym mężem i przede wszystkim niezwykle ciepłym, skromnym i życzliwym człowiekiem.

Dzieciństwo

Urodził się w Śremie na Starym Rynku. – To było dziwne dziecko. W piłkę na boisku nie grał. Chodził  tylko do księgarni i biblioteki. Jak dostał jakieś pieniądze, to do razu biegł do księgarni – wspomina jego ukochana żona Regina Ferster. Opowiada, jak to pewnego razu wraz z kolegą poszedł pieszo do Gostynia, aby obejrzeć „Krzyżaków”. Wtedy pierwszy raz dostał od mamy burę. „Krzyżaków” oglądał i czytał wiele razy. Do tego stopnie, że teksty znał na pamięć.

Już jako dziecko przejawiał wielki talent do rysowania. Jednak z rysunku miał dwóję. – Uwielbiał rysować. Wszystkim kolegom namalował rysunki a sam sobie już nie zdążył – mówi jego żona. Z matematyki nie był orłem.

-Spotkałam kiedyś w szpitalu 90-letnią nauczycielkę matematyki Genia. Gdy zobaczyła moje nazwisko na fartuchu, to od razu coś skojarzyła. Mówi do mnie „Ferster? Uczyłam kiedyś takiego. Matematyki nie umiał, ale wie pani jak ładnie rysował- opowiada.

Młody Eugeniusz zdawał nawet do szkoły plastycznej. Jednak  usłyszał tam, że jest tak zaawansowany w tym, co potrafi, że nie będzie miał, co w tej szkole robić.

Jego ulubionym miejscem w Śremie było właśnie Stare Miasto oraz tereny nad Wartą. Stamtąd wywodziła się jego mama.

Eugeniusz Ferster ze swoim ulubionym ołówkiem Kubusiem

Człowiek wszechstronny

W 1969 roku Eugeniusz Ferster narysował polskiego muzyka jazzowego Włodzimierza Nahornego. Magazyn Jazz Forum opublikowało ten rysunek. W ten sposób śremianin zadebiutował na łamach jednego z najbardziej znanych pism jazzowych. – Ten pożółknięty egzemplarz mam do dziś – mówi pani Regina. W latach 80-90 był on jedynym ilustratorem tego czasopisma. Publikował też w „Szpilkach”, „Na Przełaj” i „Głosie Śremskim”. Jego grafiki zawędrowały do Francji, Niemiec, Kanady, USA i Japonii.

Był wielkim pasjonatem i znawcą jazzu. – Swoją pasją zarażał kolegów. Razem jeździli na Jazz Jamboree. Gdy pracował w odlewni, to poprzez wewnętrzne radio, puszczał im jazz. Różnie to było wtedy odbierane – wspomina żona.

Jak mówi burmistrz Śremu, Adam Lewandowski był to człowiek instytucja.

– Geniu był wszędzie. Jak powstawała spółdzielnia, muzeum, dom kultury, czy bractwo kurkowe, to on już tam działał. Był też jednym z założycieli dyskusyjnego klubu filmowego przy Odlewni Żeliwa w Śremie. Człowiek instytucja z prawdziwego zdarzenia. Nie było takiego wydarzenie kulturalnego w Śremie, na którym on by nie bywał – wspomina Adam Lewandowski.

Pies, kuchnia i wino

Podczas spotkania z Reginą Ferster dowiaduję się wielu rzeczy, które pokazują tego wielkiego artystę jako domatora, miłośnika zwierząt i kochającego męża gotującego żonie obiady.

– Ramzes to pies, który miał chyba najlepiej na świecie – mówi Regina Ferster. Dodaje także z uśmiechem na twarzy, że był to jedyny pies w Śremie, który bywał w muzeum. Podczas jednej z takich wizyt przegryzł nawet jakieś kable. – Wszyscy mówili „pies Ferstera”. Był to nieodłączny atrybut męża. Do tego stopnia, że jak Ryszard Zawadzki zrobił Geniowi karykaturę, to Geniu jedzie na Ramzesie i trzyma w ręce pędzelki – wspomina żona.

Artysta miał też taki czas w swoim życiu, że bardzo lubił gotować. Wszyscy w pracy zazdrościli pani Reni, że ma tak dobrze. Wracając po 12 godzinach do domu miała gotowy obiad. I to nie byle jaki. – Mąż kupił sobie książkę kucharską „Kuchnie Świata”. Mówił do mnie: „znam siedem zup” albo „umiem już ugotować dziewięć zup”. Miał też książkę „Jak przygotować seler naciowy”. Próbował tego selera w różnych postaciach, a ja degustowałam to razem z nim – opowiada pani Ferster.

Zdradza nam także, że jej mąż był znawcą i smakoszem win. Została po nim pokaźna kolekcja win. – Jak mu ktoś podarował wino z domowej piwniczki z 1979 roku, to chyba stoi u nas do dziś – mówi.

 

Regina i Eugeniusz Ferster, ich dzieci Marek i Anna oraz rodzice pani Reni – Stefania i Antoni Kin

Mąż i żona

Małżeństwo państwa Fersterów w lutym przyszłego roku obchodziłoby pięćdziesiątą rocznicę ślubu. – Zawsze mówiłam do męża, że w lutym pójdziemy do burmistrza po medal za długoletnie pożycie. Śmiałam się wtedy, że to wstyd tyle lat razem wytrzymać – mówi pani Renia. Wspomina męża jako typowego artystę, który nie dbał o pieniądze. – Gdyby można było płacić w sklepie muszelkami, to byłby się zgodził. Bardziej ja dbałam o te sprawy. Musiałam utrzymać dom i rodzinę. Mąż nie wymieniał żarówki, nie powiesił obrazu, ale potrafił powiedzieć, że coś jest krzywo zawieszone. Wszyscy w Śremie znali nas jako współuzależnionych – zwierza się wdowa. Opowiada, że nigdy nie była typową żoną artysty.

– Znam takie żony artystów, które są bardziej artystyczne niż sam mąż. Są menadżerami. A ja bardziej myłam mu pędzelki i odkurzałam piórka, gdy go wena za wysoko unosiła – wspomina.

Regina Ferter ma kilka swoich karykatur namalowanych przez męża. Jednak śmieje się, że mąż często mawiał, iż nie ma takiej dużej kartki, aby ją namalować.

 „Tyle warte są książki dla życia, co pochodnie w mrokach labiryntu”

Eugeniusz Ferster wspólnie z burmistrzem Śremu Adamem Lewandowski napisali książkę pod tytułem „Drzewa niby ludzie”. – Geniu miał w swoim życiu okres pasjonowania się fotografowaniem drzew. Wciąż pokazywał mi zdjęcia drzew. Mówił „mógłbyś coś napisać do tych zdjęć”. Tych zdjęć było tak dużo, że wybieraliśmy je przez trzy miesiące. Eugeniusz wybierał, które zdjęcie pasuje do jakiego tekstu. Odbywaliśmy wielogodzinne rozmowy na temat grafiki, koloru, doboru czcionki, czy okładki. Do tego stopnie, że jak już książka była prawie gotowa to Eugeniusz potrafił przyjść do mnie do domu z nowym pomysłem – wspomina Adam Lewandowski. Pani Regina dodaje, że mąż nie fotografował pięknej przyrody. Najbardziej podobały mu się drzewa uszkodzone, biedne i złamane.

Eugeniusz Ferster jest także autorem „Kramiku Aforysty”, w którym zawarte są niezwykłe życiowe mądrości i złote myśli. Jak chociażby ta: „Tyle warte są książki dla życia, co pochodnie w mrokach labiryntu”. Piękne i jakże prawdziwe.

Ostatnia droga

Eugeniusz Ferster zmarł 26 sierpnia br. Żona włożyła mu do trumny kilka jego ulubionych przedmiotów. Znalazł się tam jego ukochany ołówek o pieszczotliwej nazwie „Kubuś”, komplet pędzelków, książka „Drzewa niby ludzie” oraz książka jego przyjaciela Grzegorza Jankowiaka. Talent ma się od Boga i Bogu trzeba go zwrócić – mawiał artysta.

Fotografie pochodzą z rodzinnego albumu państwa Fersterów.

Najczęściej czytane

Koronawirus w śremskiej podstawówce!

W Szkole Podstawowej nr 1 w Śremie u jednej z uczennic potwierdzono zakażenie COVID-19. Natychmiast po uzyskaniu tej informacji dyrekcja placówki powiadomiła rodziców uczniów...

Ruszyły prace wokół ścieżki pieszo-rowerowej do Zbrudzewa

Kładka pieszo-rowerowa nad kanałem ulgi i ścieżka pieszo-rowerowa do Zbrudzewa oraz w kierunku Mechlina to inwestycja, na którą mieszkańcy czekają od kilku lat. W...

5 powodów, dla których warto zdecydować się na rolety zewnętrzne

Termoizolacja i designerski wygląd, to tylko dwie z podstawowych zalet posiadania rolet. Można powiedzieć, że rolety zewnętrzne, to współczesna, ulepszona wersja okiennic. Niegdyś ludzie montowali...